Przejdź do treści

Na głowach mieli szerokie kapelusze, najczęściej czarne, nosili też sznury do przyciągania chmur oraz wiosła lub worki na grad. Tylko kołysała. Składniki te łączono ze zwierzęcym smalcem. Burza Bożenka i Adaś wybierają się do lasu.

Czarne chmury zbierają się ze wszystkich stron. Zaczyna padać deszczyk. Spadają najpierw wielkie, pojedyncze krople: dzieci uderzają jednym palcem z każdej ręki o stolik lub podłogę Kap, kap, kap Potem dużo małych kropelek, prędko jedne po drugich.

Błyskawica dzieci rysują palcem wskazującym przed sobą zygzak I grzmot dzieci uderzają o swoje ściśnięte pięści I znowu: ssssss!!! Na wrzody przykładano też babkę lancetowatą. W leczeniu choroba skóry — róży, zwanej rozyckom często stosowano sposób irracjonalny. Był to zabieg sympatyczny polegający na podobieństwie nazwy choroby do kwiatu - róży. Ta poświęcona róża pomagała w pozbyciu się czerwonych plam na skórze.

W Sromowcach Wyżnych mieszkała kobieta, która umiała zacytować. Trzeba było udać się do niej z różą i cukrem. Znachorka odmówiła modlitwę i wypowiedziała słowną formułkę. Po takim zabiegu można było dopiero spalić płatki róży, a dymem okadzić chorego.

Kurzawki — zwane brodawkami, także leczone były w sposób magiczny. Podczas mszy św. Innym irracjonalnym sposobem było pójście nad rzekę lub potoku, w miejsce gdzie zbiera się piana na wodzie. Aby wyprawa zakończyła się pomyślnie, należało w czasie drogi z żadną napotkaną osobą nie prowadzić rozmów. Ostatnia czynność wymagała zebrania piany z wody i naniesienia jej na kurzawkę [19].

Etnografia Lubelszczyzny - demonologia ludowa na Lubelszczyźnie

Kurzawki leczono też przy pomocy jaskółczego ziela Chelidonium maiuspo złamaniu łodygi rośliny wypływa mleczko, którym nacierano kurzawki. Powszechnie stosowanym sposobem leczenia było przykładanie na rany listków babki lancetowatej oraz moczu pochodzenia ludzkiego i zwierzęcego. Według rozmówczyni z Kacwina najlepszym lekarstwem na otwartą ranę były listki kobylego bźdzochu Polygonum hydropiper [20]. W miejscowości Czarna Góra na ranę przykładano nietykane sadło.

Była to tkanka tłuszczowa pochodząca z dolnej części brzucha świni. Podczas wyjmowania tłuszczu z wnętrza zwierzęcia nie można jej było dotknąć palcami [21]. Z kolei ten sam tłuszcz we Frydmanie określano jako fryśkie sadło [22]. Różnica jedynie pojawiała się w sposobie przechowywania sadła. I tak frydmanianki wkładając do garnka tłuszcz, stosowały dużą ilość soli.

Natomiast mieszkanki Czarnej Góry nie używały żadnej konserwacji, a sadło nie ulegało zepsuciu, można je było stosować nawet przez okres kilku lat. Na rany, stłuczenia przykładano też płatki białej lilii, które wcześniej musiały być namoczone w spirytusie.

Przyrządzano też maść z nagietka na rany. Masło należy smażyć wraz z płatkami kwiatka. Pod wpływem temperatury nagietek Calendula officinalis się rozpuszcza i wchłania w tłuszcz. Bardzo cenną rośliną na rany, stłuczenia, wrzody był śloz. Na obierającą się ranę przykładano też kał ludzki.

Zlaczenia chorob systemowych.

Wprawdzie był to sposób drastyczny i budzący wstręt, jednak jak podkreślali informatorzy dawał rezultaty [23]. Na ropiejące rany przykładano słoninę wykrawając od skórki tłuszcz. Stosowano też liście z podbiału, który pomagał zlikwidować ropę. Krwawienia z ran ciętych tamowano przykładając pajęczynę zmieszaną z chlebem.

Na ból mięśni rąk, który był spowodowany naderwaniem ścięgien stosowano maść z żywokostu. Tłuczono korzeń tej rośliny i łączono go z tłuszczem zwierzęcym.

Ważną rolę odgrywały okłady. Jednym z nich, może mało estetycznym było maczanie lnianego płótna w moczu i przykładanie na bolące miejsce. Poza włóknami mięśniowymi i tkankami łącznymi w mięśniu znajdują się obszary włókniste. Uszkodzenie mięśni i ścięgien Uszkodzenia mięśni i ścięgien, przede wszystkim, mogą być wynikiem zewnętrznego narażenia na skutek bezpośredniego lub pośredniego nagłego, ostrego uszkodzenia.

Liść można wcześniej delikatnie ogrzać, np. Kompres owijamy ręcznikiem lub bandażem, aby utrzymał ciepło. Pozostawiamy tak na kilkanaście minut.

Z tego, co stawy calego ciala chory

Szczególnie popularne jest stosowanie takich okładów na bolące czy opuchnięte kolano. Okłady z kapusty na pierś Okłady z kapusty polecane są matkom karmiącym piersią. To upowiadali tak. Na Lubelszczyźnie południce nazywano także żytnicami, rusałkami. Postać ta wywodzi się z wierzeń słowiańskich, gdzie traktowana była jako duch opiekuńczy wegetacji zbóż i innych roślin uprawnych.

Przybierała najczęściej różne kształty antropomorficzne: mała baba ukrywająca się w polnych dziurach, wysoka i chuda, stara kobieta, kobieta ubrana na jasno; rzadko zoomorficzne lub teratologiczne. Mogła być również niewidzialna. Ich byt wywodzono m. Przypisywano im bezwzględność i nękanie ludzi na różne sposoby: mogły załaskotać mężczyzn na śmierć, zadawały zagadki, od rozwikłania których zależał los pytanych, nakazywały tańczyć aż do przyprawienia o kalectwo, dusiły śpiących na polu żniwiarzy, porywały pozostawione na miedzach dzieci.

Zazwyczaj pojawiały się w południe w upalne dni na polach, polnych drogach i miedzach - nago lub owinięte w zgrzebne płótno, odziane w zwiewne białe szaty, długie suknie. Południca chodziła ubrana na biało Południce? No, to straszały nasz babki zawsze, że południca w południe chodzi na biało ubrana i dzieci łapie.

Ale ja nie widziałam. Ich atrybutem były worki lub lniane płachty noszone na plecach, które służyć miały do przenoszenia porwanych dzieci. W rekach trzymać miały dwa drągi, ożóg lub sierp którymi dręczyły ofiary.

Polacy uwielbiają przecież bigos, surówki czy gołąbki. Medycyna ludowa od dawna korzysta także z leczniczych właściwości świeżych liści kapusty.

Zazwyczaj w ciągu dnia przebywały w ukryciu wśród wysokich zbóż, przesiadywały również na kopkach skoszonych zbóż. Na ludzi sprowadzać mogły omdlenia, bóle głowy, krzyża.

Suplementy na mięśnie i ścięgna

Największą aktywność wykazywać miały w południe, dlatego Trzymaj stawy rece rak srodkow ludowych tej porze należało zaprzestać pracy i zejść z pola. Południca pojawia się w południe Nie można też było w czasie żniw położyć sie na miedzy, bo może południca najść miedzo. Pamiętam jak paśliśmy krowy, to było powiedziane, że przed południem mamy przygnać krowy do domu, bo południca będzie chodzić.

Zbiera zioła. Nie wolno sie odzywać nic do południcy i blisko podchodzić. Spotykano je wyłącznie w okresie wegetacji zbóż, po żniwach miały znikać z pół i pojawiały się dopiero przy następnym zasiewie. Wydaje się, że cykliczność pojawiania się południc na polach i okresowe tylko przebywanie ich tam stanowi echo dawnego słowiańskiego kultu narodzin i obumierania w świecie przyrody. Początkowo więc mogły być traktowane jako demony opiekuńcze wegetacji zbóż. Z czasem zaczęto przypisywać jej wątek zjawisk atmosferycznych, a następnie, być może pod wpływem chrześcijaństwa, sprowadzono ją do rzędu złych demonów, działających na szkodę człowiekowi.

Południcą przypisywano również porywanie wieczorną porą dziewcząt, które porzucały w miejscach bezludnych i dzikich ostępach leśnych, gdzie pozostawione były na pastwę dzikich zwierząt i złych duchów. Znali się na leczeniu zwierząt, zwłaszcza owiec, często wiedzę tę przekazywali z pokolenia na pokolenie.

Owczarze […] to za mnie to już nie było. Tak jak łoo — tak jak dziady. To, oni tam leczyli krowy jak chodzili, konie, znali się no i tam ludzie, tam płacili trochę. Ale tu chodzili takie dziadki. Ale było tak że mówili, że lepiej z takim owczarzem nie zaczyniać, bo to się może źle skończyć. Bo on może zrobić… omanić, że zrobi co będzie chciał. I to każdy, tam dobrze z nimi ludzie żyli. Ale jak leżał chory ktoś, albo krowa, czy koń, no to każdy patrzył, żeby ktoś przyszedł, pomógł, bo wtedy przecież nie było lekarzy jak dzisiaj.

Wygląd owcarza Owcarza to raz się widziało owcarza? To był człowiek normalny w kapeluszu takie jak i my. Człowiek był, tylko, że on się przedstawił, że jest owcarzem.

  1. Etnografia Lubelszczyzny - demonologia ludowa na Lubelszczyźnie - Leksykon - Teatr NN
  2. Korzysci z chondroityny i glukozaminy dla stawow
  3. Suplementy na mięśnie i ścięgna | niedajmysie.pl

Tylko taki panecek sobie był i taki, ale można było poznać po jego oczach, że on już taki był jakiś, taki — hy — no inny człowiek jak my. Tak nie dał, jakoś nie dał na siebie tak spojrzeć, taki był… no inny Trzymaj stawy rece rak srodkow ludowych już.

Szczególną moc w tym względzie miały mieć kości czaszki, a nawet rogi baranie. Zabieg ten miał spowodować, że choroby nękające zwierzęta przeniosą się na gospodarstwo sąsiada. W czasie zakopywania lub chowania pod powałę kości, wypowiadano magiczne formuły, które były pilnie strzeżone.

Często to właśnie owczarze dzięki swojej wiedzy mieli moc czynienia lub odwracania owej szkody. Do wsi przyszli owcarze Bo tam u jednych tam jeszcze jak ja byłam dziewczynką u Stringi pulsujacy bol to przyszły takie owcarze, nie Cygany, tylko owcarze.

I chciały żeby im dali jeść. Bo macie pod progiem zakopane kości i komuście nie dali, a może wasi rodzice nie dali i mleko macie zabrane. Sześć krów i mleka nie ma. I wie pan, dała im to coś co tam chciały to tam, to słoniny, to tego, to tego. Kiedyś tam była bieda taka. Poszły do tej obory pod próg zaczęły kopać kości, cały brzem wykopały kości. Na ognisku. I te ludzie to zrobiły i prawda była.

Krowy się szykowały, pocieliły się, cielęta rosły, wszystko rosło. A to były owcarze. Że, oni byli ze złem. To złe robiło, ten szatan to robił, że zaczarowane było i to, nie dały. A później drugi mógł to odczynić. Skrzypek i owcarz […] był skrzypek taki. Yyy Ignac się nazywał I ten skrzypek to taki był zdolny, że jak go muzykanci prosili do zespołu, bo to grali po weselach, po tych, ta, potańcówkach, to mówili, że jak Chęć, Iganc Chęć był to leciutko się grało — tak umiał grać.

No i było wesele. Przyjechali ci muzykanci, na wesele przywieźli ale tu prędko żywo gdzieś tam pilno do Konopnicy, kawał drogi, sześć kilometrów, nie poczęstowali tych muzykantów. No i ten Chęć mówi I przyszedł aby wziął za dyszel konie. Jak te konie ruszyły, to gnały na oślep potem. Mało ludzie nie pozlatały z, z wozów i do Konopnicy do kościoła to piana na koniach była, tak się pogrzały. No i późnij, i nazad tak samo, do domu.

I wziął zagrał podróżniaka.

To mówi, tak wyglądało, że tak jakby smykiem nie ciągnął — tak, takie były nastrojone. No i za jakieś dwa tygodnie to zaczęła się okropna rzecz, bo ręce do łokci to wrzody się porobiły. I ten człowiek cierpiał, że strach. Jeszcze ten syn jego to żyje, mówi. No i przyszedł owcarz do Motycza, bo takie chodziły znowu owczarze, co się znały na chorobach różnych, co byli po dworach najpierw słu, służyli, a późnij to tak chodzili po wsi, takie rozmaite dziadki.

I przyszedł i z, za, zawołali go. A ten człowiek leżał, cierpiał na te ręce. Ale on ci jednej rzeczy nie zrobił jeszcze. Ale przed wschodem słońca. I więcej nic. No i jak tak było, że pomogło za jakieś tydzień, dwa tygodnie casu już rence zbielały i pomógł mu. I on powie No, i później widziałam sama na własne oczy, jak ta dziewczyna siedziała w ganku i wrzeszczała, krzyczała, włosy sobie darła z głowy. No, i później podobno ojciec wziął konia, jeździł za tym owczarzem.

Okłady z liści kapusty - tajemnica medycyny ludowej

Odnalazł go i przyprowadził i te, te, te I było wszystko ok. Podobno jakiś starszy. W podeszłym wieku. Siwy z brodą. Z tego co, co mówili.

Rumalon z bolu w stawach

Ale dziewczyne te to ja widziałam i znała ju. No, po sąsiedzku była. Wierzono, że płanetnikiem mógł zostać żywy człowiek bądź dusza zmarłego poronionego, wisielca, topielca, człowieka zabitego piorunem, zmarłego podczas burzy lub gwałtownego wiatru przybierająca ludzki kształt. Na ich zachowanie wpływał sposób w jaki byli traktowani przez ludzi i w zależności od tego lub według własnego mniemania powodowali negatywne zjawiska atmosferyczne lub sprowadzali oczekiwana pogodę sterując chmurami.

Płanetnik poddźwigiwał chmurę Płanetniki, to gdzieś tak opowiadały, ze niby, tutaj nawet na Kocudzy, tak będę opowiadać bo tak słyszałam. Ze tam takie były, że niby te chmure to poddźwigiwały. To by się nic nie stało. Ło to taku słyszałam. Na głowach mieli szerokie kapelusze, najczęściej czarne, nosili też sznury do przyciągania chmur oraz wiosła lub worki na grad. Mieli oni być również wysokiego wzrostu, głowę nosili zawsze uniesiona do góry, posiadali silnie owłosione ciało oraz zawsze mokre włosy i brodę.

Niekiedy opisywano ich jako małe stwory pozbawione cech płciowych lub jako postać dziecka z głową człowieka starego. Płanetnik na krótko przed burzą mógł unieść się w powietrze i rozpędzić chmury lub poprowadzić je w określonym kierunku.

Opowiadano że nosi on na plecach chmury, a gdy są już bardzo ciężkie, mruczy i Zel Caripain z polaczen aż słuchać Trzymaj stawy rece rak srodkow ludowych na ziemi. Wierzono także, że w trakcie obfitych deszczy zdarza się, że któryś z płanetników spada na ziemię i przez jakiś czas żyje wśród ludzi do których trafi.

Płanetnicy spadali z chmur Ta, o tych płanetnikach, to było, tak że oni tam te — chmury kierowali gdzie chcieli, to tam też ludzie się ich bali bo to czarne były takie i oni czasami z chmur to zlaty, z tego spływali na ziemię, to [śmiech] to było.

Niektóre podania mówią o tym, że płanetników jest sześciu prostych i siódmy kulawy. Wszyscy to bracia rodzeni, którzy ciągną chmury na linach i spuszczają deszcze.

Kiedy wypróżnią chmury z deszczu lecą nad jeziora, chmurki ich wtedy są lekkie, białe, wysokie. Gdy wracają chmury są bure, ciemne, ciężkie, zawadzają o drzewa, a deszcz z nich zalewa ziemię.

Przedszkole Samorządowe w Brzezice

Wierzono również, że płanetnicy wraz z deszczem mogą sprowadzać plagę żab i robactwa. Aktywność płanetników zależeć miała od faz księżyca — wzmagać się miała podczas pełni. Przed I wojna światową na Lubelszczyźnie opowiadano następującą historię o płanetniku : Szedł drogą płanetnik, całkiem jak zwyczajny człowiek, za nim o parę kroków szedł gospodarz, wielki mądrala. Pogoda była chmurna, deszcz ustawał, to znów padał, aż raptem słonko błysnęło.

Patrzy gospodarz, miarkuje i prosto do onego: - Wyśta płanetnik? Tamten sie zlęknął — Skąd wieta, że to ja? Mędrek był ten gospodarz i gada: - Zaślibyśta do mnie, do chałupy, dam wam miodu Płanetniki strasznie na miód łase. I poszli. Gospodarz do świetlicy gościa zawiódł, miodu na miseczce postawił, łyżkę dał i niby częstuje, a sam bokiem, ku drzwiom.

Wyskoczył z izby, obartlik rozłożył. Zamknął płanetnika! Tamten w krzyk: - Puśćta mnie, puśćta! A gospodarz: - Siedź se odmieńcze.