Przejdź do treści

Z chęcią przemieniłby też drugą dłoń w klingę, zapewne wtedy szłoby mu znacznie lepiej - ona jednak miała ważne zadanie, musiała chronić artefakt przed tymi przeklętymi Toa. Mapa wzbiła się w górę, gdy uderzyli o ziemię, zatoczyła łuk w powietrzu i wylądowała prosto w dłoni Arctici, która wyskoczyła do przodu, by ją złapać. Rozluźnił wysuniętą dłoń i przyciągnął ją do siebie, po czym spojrzał w górę, w kierunku mostka.

Wówczas pakowano takiego szczęśliwca do szpitala. Jeżeli to był pupil księdza, to z plebanii przynoszono mu talerz rosołu albo jaką nogę kury gotowanej w potrawce.

Reka obolala zlacze ramienia, gdy podniosla sie przyczyne

Jeżeli protegowany miał za opiekunki panny ze dworu — zajadał najpyszniejsze ochłapy z półmisków, częstokroć ze szkodą zdrowia. Stał smutny, opuszczony, bezradny, nieśmiały, jakby z założonymi rękami. Dr Tomasz ulegał głębokiej, a nie dającej się stłumić pasji, ilekroć zbliżał się do tego domostwa. Kiedy myślał o człowieku, który je postawił w pewnym celu, który przemyśliwał długo, jak to należy zbudować, i gdy z tym wszystkim zestawiał rezultat przedsięwzięcia, czuł taką wściekłość, jakby go tamten nieznany zmarły biczował słowami pogardy.

I nie tylko to jedno. Doktor rozsegregował ten materiał i zabrał się do niego. Jednych musiał przyjąć do szpitala na czas pewien, trzeba więc było uporządkować sam szpital. Do tego wziął się par force [6]. Historia zdobywania nowych sienników, kołder, poduszek, prześcieradeł — mogłaby zająć tom in folio [7]. Na kupno dwu wanien i urządzeń do ogrzewania wody grały teatr amatorski najpiękniejsze i najbardziej dystyngowane kuracjuszki. Każdy sprzęt do gabinetu, apteki, kuchni itd.

Tu wycyganił sześć talerzy, tam wyflirtował noże, widelce, łyżki; tę zmusił do kupienia szklanek, z kim innym wygrał zakład o sztukę perkalu na bieliznę szpitalną. To była pierwsza ważna zdobycz, gdyż od tej chwili panem owego templum [8] okolonego parkanami stał się Judym.

Nikt tam już ze służby i rozmaitych przychodniów nie miał prawa nie tylko nic wynieść, ale nawet postawić kroku. Drzwi kute były szczelnie zamknięte i uzbrojone w dzwonek… 18 Reka obolala zlacze ramienia ważną zdobyczą była pani Wajsmanowa. Les — z mieszkaniem, światłem, opałem, co wszystko znowu wzięło na siebie dominium.

Tu Judym postępował jak Makiawel [9]. Działał na plenipotenta-materialistę za pomocą nastawionych kuracjuszek, dopuszczał się względem niego niskiego pochlebstwa, kusił go obietnicami, wreszcie wydał go w ręce trzech panien z pałacu i uzyskał swoje.

Plenipotent zgodził się dostarczać szpitalowi jak rok długi określoną ilość kartofli, mąki, kaszy, mleka, masła, warzyw, owoców etc. Zakład leczniczy nie był w stanie odmówić Reka obolala zlacze ramienia pomocy, w pewnej zresztą mierze.

Wreszcie proboszcz, dostawca mięsa do zakładu i dworu, bogatsi łyczkowie z miasteczka, zniewoleni przez proboszcza i doktora, obowiązali się dawać szpitalowi potrzebne materiały spożywcze w naturze. Nie patrzył na Dallę, by nie widzieć jej zlękniętych oczu, wpatrujących się w niego przerażonym wzrokiem. Zamiast tego cały czas spoglądał z nieugiętym wyrazem twarzy na Kraavosa, choć nie czuł się wcale tak pewny siebie.

Serce zaczynało bić coraz szybciej, a jego myśli kłębiły się jak szalone. Jego sytuacja zdecydowanie nie należała do najlepszych. Nieopodal niej znajdowały się dziesiątki identycznych łodzi oraz zapasy amunicji i ładunków dla żołnierzy. Przez dok nieustannie przelewał się strumień dronów, maszerujących w tę i z powrotem po żelaznych konstrukcjach, wsiadających na pokład łodzi gotowych do odpłynięcia lub opuszczających pokłady tych, które właśnie przybyły, czy po prostu pilnujących porządku w tej części statku.

W pobliżu ścian dało się dostrzec olbrzymie pompy i filtry, zapewniające stały poziom wody w pomieszczeniu i powstrzymujących ją przed zalaniem okrętu. Mechanizmy maszynerii pracowały nieustannie, wydając przy tym serie metalicznych szczęków i syków, które mieszały się z odgłosami kroków robotów i szumem morskich fal.

Łódź tkwiła na swoim miejscu już przez kilka minut i przez cały ten czas nikt nie opuścił jej pokładu. Choć przez przyciemniane szyby pokładowej nadbudówki trudno było dostrzec, co dzieje się w jej środku, kilka dronów-strażników zauważyło wewnątrz jakiś ruch. Maszyny natychmiast zmierzyły w tamtym kierunku, by lepiej przyjrzeć się podejrzanej łodzi. Nie minęło kilka sekund, a nadbudówka eksplodowała, posyłając swoje szczątki na wszystkie strony, a z jej środka wyskoczyły trzy postacie.

Rebis, Kraavos i Dalla ugięli kolana i zaczęli rozglądać się wokół, jedynie drony ustały na swoim miejscu.

Spis treści

Dalla nawet się nie odezwała. Kraavos powiódł wzrokiem po suficie i ścianach. Po chwili wbił wzrok w podłogę i mruknął gniewnie. Sięgnął ku piedestałowi, chwycił mistyczną sferę w szpony prawej dłoni i schował ją pod peleryną, po czym zmierzył w stronię wyjścia. Wyminął Toa oraz Matorankę i zwrócił się do żołnierzy, wskazując ręką na jeńców: - Zostańcie tu z Reka obolala zlacze ramienia.

Wyszedł z pomieszczenia, a drzwi zasunęły się za nim bezszelestnie. Dalla i Rebis spojrzeli po sobie. Tak po prostu ich zostawił? Toa Ognia spojrzał za siebie. Drony pracujące przy panelach nie były zbytnio zainteresowane jego osobą, a wybuch na niższych poziomach statku raczej nie był niczym normalnym.

Teraz, kiedy uwaga żołnierzy była skupiona na czymś innym, może on i Dalla mieli jednak jakąś szansę… - Dalla, cofnij się - rzucił. Nie powtórzył. Momentalnie rzucił się na jednego z dwójki pilnujących ich dronów z gniewnym okrzykiem na ustach. Żołnierz bez namysłu wystrzelił do niego ze swojego działa. Toa Ognia zasłonił twarz rękoma, a pocisk trafił idealnie w zaciśnięte na jego nadgarstkach kajdany.

Kawałki Ultianu spadły na ziemię, w tej samej chwili, w której Rebis dopadł do drona i przycisnął go do podłoża. Jedną ręką zablokował prawe ramię robota, które próbowało wbić ostrze w jego ciało, a dłoń drugiej przystawił do głowy maszyny. Sięgnął ku swej mocy żywiołu i uwolnił ciągły strumień ognia prosto w receptor wzrokowy drona. Ten przez kilka sekund miotał się, lecz po chwili obumarł. Toa Ognia sapnął ciężko. Nagle dobiegł go głos przyjaciółki: - Rebis, uważaj!

Obrócił głowę, w samą porę, by dostrzec nadbiegającego ku niemu drugiego drona, zamachującego się ostrzem. W porę uskoczył w tył, schodząc z linii cięcia, po czym skoczył na żołnierza i kilkoma silnymi ciosami powalił go na ziemię.

Przycisnął go do ziemi i zaczął okładać pięściami, jednocześnie rozgrzewając je do czerwoności. Po paru chwilach ciało maszyny sypnęło kilkoma iskrami i opadło bezwładnie na podłogę. Rebis podszedł gdy podniosla sie przyczyne Dalli, rozbił jej kajdany i wziął ją na ramiona. Wypadł z pomieszczenia i pobiegł korytarzem w prawo, choć tak naprawdę w jego głowie nie było żadnego planu. Toa Vox momentalnie obrócił się i wystawił klingę Dźwiękowego Ostrza przed siebie, blokując nadlatujący laserowy pocisk.

Zamachnął się głownią i odbił następny strzał, trafiając w oko kolejnego drona. Wtedy usłyszał za sobą dźwięk dobywanego ostrza i odwrócił się, gotów przyjąć cięcie, nim jednak robot zdołał zatopić broń w ciele wojownika, został powalony przez smukłą Toa w biało-srebrnej zbroi z Maską Kamuflażu na twarzy.

Vox uśmiechnął się z lekka. Arctica posłała mu ciężkie spojrzenie. Oboje znajdowali się przy rozwidleniu okrętowych korytarzy, pośród kilkunastu uszkodzonych ciał mechanicznych żołnierzy.

Choć drony były wymagającymi przeciwnikami, Toa przez te cztery lata od czasu rozpoczęcia wojny nauczyli się wykorzystywać ich słabe punkty tak, by walka z nimi była jak najkrótsza i jak najskuteczniejsza. Ich drogę przedzierania się przez kolejne poziomy statku znaczyły kolejne poległe ciała i liczne zniszczenia, a wszędzie wokół dało się słyszeć wycie alarmu, skutecznie udaremniając Toa zachowanie ich obecności na statku w tajemnicy. Jego młot nosił liczne ślady walki.

Stefan Żeromski, Ludzie bezdomni, Ludzie bezdomni, tom drugi :: Wolne Lektury

Na ogonie siedzi nam kilka tuzinów dronów. Arctica zwróciła się w kierunku, z którego przybyli, i przyjęła bojową postawę. Arctica westchnęła cicho i skinęła głową. Miał rację. Przybyli tu w konkretnym celu i musieli ruszać dalej, nim drony odetną im drogę. Prowadź - powiedziała. Toa Ziemi ruszył biegiem prawym korytarzem, a Arctica podążyła jego śladem, podobnie jak Vox. Toa Dźwięku po chwili zatrzymał się jednak, obrócił i zaczął nasłuchiwać. Zmarszczył brwi. Ragan się nie mylił. Naprawdę ścigała ich masa dronów.

I była naprawdę blisko. Dalla kurczowo trzymała się jego ramion, siedząc mu na plecach. Po drodze parę dronów próbowało ich zatrzymać, Toa jednak w porę im umknął, a pozostałe były zbyt zajęte tym, co działo się w tej chwili na statku, by przejmować się ich dwójką.

Rebis nie wiedział, co się dzieje, nie zamierzał jednak marnować okazji na ucieczkę. Liczył, że szybko znajdzie jakieś wyjście lub po prostu dotrze na górny pokład, na skraj burty. Nie planował, co zrobi potem.

Reka obolala zlacze ramienia, gdy podniosla sie przyczyne

W obecnej sytuacji gdy podniosla sie przyczyne nawet skoczyć wraz z Dallą do wody gdy podniosla sie przyczyne dopłynąć do Artas Nui - nie byli w końcu daleko od miasta. Na kolejnym zakręcie zderzył się z jakąś czarno-opancerzoną postacią i odleciał do tyłu, omal nie upadając. Już miał przyjąć bojową postawę, gdy ujrzał przed sobą znajomą maskę, której Choroby kosci i opinii stawow widział od kilku lat.

Co ty tu robisz? Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w swojego dawnego kompana, jakby zupełnie zapomniał, co dzieje się w okół. Toa Ognia wydawał się być równie zdumiony co jego przyjaciel, zaraz potem jednak na jego twarzy zagościł uśmiech. Po chwili zobaczył biegnących za Raganem Voxa i Arcticę. Ich też się tu nie spodziewał, ale ich widok także go ucieszył. Ragan ponownie zamrugał. Toa Ognia przytaknął. Niestety, nie wiem dokąd go zabrał.

Zazwyczaj tam udaje się dowódca w chwili, gdy ktoś atakuje jego statek - odparł Ragan. Rebis spojrzał na boki. Choć Matorankę ucieszył widok znajomych Toa, w jej oczach nadal widać było ogromny lęk.

Lepiej, żebyście trzymali się z nami. Toa Ognia otwierał już usta, by coś powiedzieć, lecz szybko je zamknął. Arctica miała rację. Choć początkowo miał skrytą nadzieję, że uda mu się uciec z tego statku, spodziewał się, że drony prędzej czy później go zatrzymają.

Teraz miał szansę dołączyć do pozostałych Toa w walce i w głębi duszy tego pragnął - walka i starcia z niebezpieczeństwem od zawsze były częścią jego życia, zarówno jako Matoranina jak i Toa, i na swój sposób je uwielbiał - nie mógł jednak narażać Dalli. Była jego bliską przyjaciółką, żałował, że odsunął się od niej na tak długo i nie chciał, by ich pierwsze spotkanie po latach skończyło się wyrządzeniem jej krzywdy.

Nie mógł ruszyć do walki, jeśli ona się tego bała - chociaż tyle mógł zrobić, by wynagrodzić lata rozłąki. Spojrzał na Matorankę. Ta, jakby czytając mu w myślach, skinęła głową i zmusiła się do uśmiechu, na moment pozbywając się wyrazu przerażenia ze swojej twarzy. Rebis odwzajemnił gest, uśmiechając się wdzięcznie i przeniósł wzrok na pozostałych Toa. Cała czwórka ruszyła za Raganem i szybko zniknęła za jednym z zakrętów.

Kilka sekund później w korytarzu, w którym jeszcze przed chwilą się znajdowali, dało się słyszeć metaliczne dudnienie kroków. Żołnierze cały czas deptali im po piętach. Nie odczuwały strachu. Okute metalowym pancerzem głowy na moment odwróciły się w kierunku dowódcy, zaraz potem jednak z powrotem skierowały się ku komputerowym wyświetlaczom, znajdującym się przy skośnych szklanych panelach, pełniących rolę ścian pomieszczenia.

Nie poddały się aurze, jaką roztaczał wokół siebie ich dowódca. Choć żadna żywa istota zapewne by tego nie potrafiła. Osobą, która naprawdę bała się Kraavosa, był kapitan statku, Skakdi Merr, zajmujący miejsce w dopasowanym fotelu na niewielkim podwyższeniu, znajdującym się tuż za stanowiskiem sternika.

Nosił grubą zbroję w barwach Armii Nowego Świata i miał dobrze zbudowane ciało, choć nie przypominało ono wielkich, krępych cielsk, typowych dla Zakaziańskich ulubieńców ślimaków grzbietowych. Jego prawe oko skryte było pod czarną opaską. W drugim dało się dostrzec strach, gdy generał stanął naprzeciw niego. Merr był jedną z tych osób, które Armia Nowego Świata zdecydowała się oszczędzić, w zamian za służbę oraz dozgonną wierność, i wiedział, że jeśli popełni błąd, nie dostanie już drugiej szansy.

Dlatego w obecnej chwili czuł się co najmniej niepewnie. Jedna z konsolet wyświetliła obraz zarejestrowany przez pokładowe kamery, nieustannie śledzące intruzów. Wraz z jeńcami kierują się w naszą stronę - odparł Merr. Jego głos się nie łamał, choć kosztowało go to sporo wysiłku. Generał wydał z siebie gniewnie warknięcie. Odciąć im drogę - rzucił.

Merr posłusznie skinął głową i wydał polecenie swoim podwładnym, zajmującym miejsca przy kontrolnych panelach. Kraavos odwrócił się w stronę okna i rzucił spojrzeniem w kierunku widniejącego w oddali Artas Nui, zamyślając się.

Po chwili wyjął spod peleryny święcącą kulę i obrócił ją kilka razy w swoich kościstych palcach. Maszyny wyłoniły się zza zakrętu i wymierzyły do Toa ze swoich dział. Od wojowników dzieliło ich zaledwie paręnaście bio. Dalla zeskoczyła z pleców Rebisa i przywarła do ściany, chowając się za pozostałymi Toa - on nie musiał jej nic mówić.

Sam przyjął bojową postawę, mierząc wzrokiem mechanicznych żołnierzy. W odpowiedzi Vox uśmiechnął się półgębkiem. Rebis zrobił to samo. Rebis chwycił je w dłoń i o mało co nie wypuścił chwilę potem. Arctica uśmiechnęła się pod nosem. Odgłos wystrzału laserowych pocisków z dział dronów rozbrzmiał w tym samym momencie, co huk uderzenia młotu Ragana o metalową barierę.

Toa Ziemi był najbardziej umięśniony i posiadał najlepiej zbudowane ciało z całej czwórki - i nawet wzmocnione żelazo nie było w stanie go zatrzymać.

W końcu zapora ustąpiła i Toa rzucili się biegiem w głąb korytarza, odwracając się raz po raz, by odbić wystrzelone w ich kierunku pociski. Drony nie zaprzestały pogoni. Jedną ręką, ściskającą Mroźne Ostrze Arctici odbijał nadlatujące strzały, drugą przyciskał do siebie zawieszoną mu na szyi Dallę. Ragan przytaknął. Tak samo jak łódź, którą tu przypłynęliśmy.

Toa Ognia natychmiast spoważniał. Nic nie odpowiedział. Choć musiał przyznać Voxowi rację. Biegnący Reka obolala zlacze ramienia przodu Vox wysunął się przed grupę. Dwa sprawnie wymierzone cięcia wystarczyły, by amputować naramienne działo jednego z robotów i nadciąć jego szyję, a silnie kopnięcie z obrotu oddzieliło głowę maszyny od reszty ciała, przerywając szyjne przewody.

Drugi robot został stratowany przez pozostałych Toa, nie mogąc samemu oprzeć się ich sile. Prawdziwe zagrożenie stanowiła coraz liczniejsza pogoń, kilka korytarzy za wojownikami. Drony zatrważająco szybko się mobilizowały.

Przyciśnięta do piersi Rebisa Dalla spoglądała na to wszystko, nie dowierzając. Widok tych Toa wydawał się jej tak nierealny… Wiele razy widywała Toa, byli oni wtedy jednak ranni, polegli, pokonani przez maszyny, niekiedy nawet martwi. Ci tutaj brnęli do przodu jak niepowstrzymana siła, pokonując każdego przeciwnika, zupełnie tak, jak w legendach, jakie opowiadano na ich temat.

Dalla nigdy nie sądziła, że kiedykolwiek okażą się one być prawdziwe. A teraz sama była jej świadkiem. Kolejna przeszkoda pojawiła się na drodze ekipy - tym razem był to koniec korytarza. Wieńczyły go zamknięte drzwi windy, mającej zaprowadzić Toa na górny pokład, prosto do Kraavosa. Dopadłszy do nich, Ragan nacisnął przycisk. Winda ruszyła. Wyświetlone na bocznej konsolecie Matorańskie liczby zaczęły rosnąć.

Jak na złość wojowników, winda musiała znajdować się na najniższym pokładzie. Z oddali nadciągnął narastający odgłos metalicznych kroków. Jeśli chcesz, możesz ich teraz poszukać.

Reka obolala zlacze ramienia, gdy podniosla sie przyczyne

Rebis uśmiechnął się pod nosem. Mroźne Ostrze zabłysło w jego dłoniach, gdy przyjął bojową pozę. Arctica i Vox uczynili to samo.

Ragan cały czas czuwał przy drzwiach. Dalla skuliła się za plecami bohaterów i nerwowo patrzyła na pusty korytarz. Poczuła, jak nagły mróz ścina jej serce. Pogoń się zbliżała.

Ragan jeszcze kilka razy nadusił przycisk. Jaskrawoczerwone bolty rozprysły się po zderzeniu z klingami wojowników, którzy blokowali strzały. Jeden z promieni przeleciał między nimi i trafił w ścianę tuż obok Dalli.

Matoranka skuliła się mocniej, zlękniona, lecz mimo to nadal nie mogła oderwać wzroku od towarzyszy. Ponad dwa tuziny dronów ostrzeliwały ich z drugiego końca korytarza. A oni się nie ugięli. Wreszcie winda dojechała na miejsce. Toa wraz z Dallą momentalnie do niej wpadli, w tym samym momencie, w którym wirujące Rhotuka wystrzeliły z miotaczy robotów umieszczonych na ich plecach. W następnej chwili wiązki gdy podniosla sie przyczyne o metalowe drzwi, które zasunęły się za intruzami. Kraavos zaśmiał się.

Właśnie wpędzili się w pułapkę bez wyjścia. Zatrzymać windę na następnym piętrze. Wysłać wszystkie dostępne drony, żeby się z nimi rozprawiły. Merr zawahał się na moment.

Na pewno mamy wysłać wszystkich żołnierzy? Dowódca spojrzał na niego. Zatrzymamy ich. Toa spojrzeli po sobie.

Wojownicy szybko domyślili się, o co chodzi. Chwilę później, gdy zza zasuniętych drzwi zaczęły Witaminy z artrozy stawow do nich odgłosu kroków dronów, byli już pewni. Choć nie mogli tego zobaczyć, spodziewali się, co czeka na nich po drugiej stronie. W korytarzu zjawiły się całe zastępy bojowych maszyn. Żołnierze wyglądali wręcz komicznie, stłoczeni w tak ciasnym miejscu. Ale byli dzięki temu zabójczo niebezpieczni.

Sytuacja nie należała do najlepszych. Vox spojrzał w górę. Moment później metalowa klapa opadła na podłogę, odsłaniając przed Toa widok ziejącego pustką szybu.

  1. Dalla biegła przed siebie, stąpając z pluskiem po kałużach i rozchlapując wodę na boki.
  2. Choroby stawow i watroby
  3. Ktore pigulki z bolu w stawach dloni
  4. Острые раскаленные иглы впились в глазницы.
  5. Хейл внезапно почувствовал беспокойство - скорее всего из-за необычного поведения Сьюзан.
  6. Masc do stawow recznych zapalnych
  7. Это я гарантирую.

Drzwi szarpnęły, próbując się otworzyć. Zniszczona wcześniej przez Arcticę konsoleta skutecznie im to jednak uniemożliwiała, dając drużynie czas na wydostanie się z pułapki.

Jeszcze nim opuściła windę, Toa Lodu dostrzegła zawieszoną pod sufitem niewielką kamerę, obserwującą intruzów martwym wzrokiem. Ostrze dziewczyny zaświstało w powietrzu, gdy rozpruła szklany obiektyw szybkim cięciem.

Szczątki urządzenia spadły z gruchotem na ziemię. Ten tylko odwrócił spojrzenie. Merr gorączkowo przeskakiwał wzrokiem między kolejnymi pulpitami. Biegną prosto na mostek.

Maska Kraavosa jak zawsze była pozbawiona wszelkiego wyrazu, za to mężczyzna z powodzeniem nadrabiał brak mimiki głosem, w którym wyraźnie było słychać mordercze zamiary. Strużki potu ściekły wzdłuż szyi Zakazianina. Gdyby tylko mogła, twarz Kraavosa poczerwieniałaby ze złości. Merr natomiast zbladł.

Walka ze strachem o utratę stanowiska nie należała w tej chwili do najłatwiejszych. Nim generał zdołał wymyślić, w jaki sposób zbesztać kapitania, drzwi na mostek wyleciały ze ściany, uderzając w stojących przy nich mechanicznych ochroniarzy i posyłając ich uszkodzone ciała na podłogę. Czwórka Toa i towarzysząca im Matoranka wtargnęła do pomieszczenia, odrzucając na boki metalowe fragmenty, i natychmiast otoczyła Kraavosa oraz Merra.

Drony pracujące przy konsoletach nie zareagowały - to nie wchodziło w zakres ich obowiązków. Jedynie Merr lekko się skulił. Kraavos pozostał niewzruszony. Palce jego lewej dłoni zacisnęły się mocniej na mistycznej sferze. W jednej chwili trzy ostrza i pięć przenikliwych spojrzeń zwróciło się w jego stronę.

Kraavos natychmiast zwrócił ku niemu swoje ślepia. Zdawać by się mogło, że dostrzegły na twarzy Toa Ognia triumfalny wyraz. Nawet Dalla zdawała się spoglądać na generała z bojowym błyskiem w oczach, choć czuła się tak pewnie raczej tylko dlatego, iż wiedziała, że w ramionach Rebisa nic jej nie grozi. Generał obrócił się ku niemu. Czubek Dźwiękowego Ostrza Toa w Hau był wymierzony prosto w czaszkową maskę.

I oddaj artefakt. Generał prychnął. Jego prawa dłoń powędrowała ku spoczywającej przy pasie pochwie z mieczem. Nim Kraavos zdołał unieść klingę, wystrzelony przez Arcticę lodowy sopel wytrącił broń z jego palców. Mężczyzna spojrzał na nią. Kraavos zmrużył oczy i oparł się o jedną z konsolet sterowniczych. Metalowa obudowa Reka obolala zlacze ramienia się pod naciskiem jego szponów.

Wyrwawszy konsolę z pokładu, uniósł ją nad głowę i cisnął w kierunku najbliżej stojących wojowników.

Ci natychmiast rozdzielili się, by uniknąć zderzenia z pulpitem, który uderzył z hukiem o podłoże. W tej samej chwili do pomieszczenia wpadła co najmniej dwudziestka dronów-żołnierzy. W następnej sekundzie dało się słyszeć dźwięk mechanizmów spustowych ich miotaczy. W kolejnej mostek eksplodował burzą ognia. Dalla kuliła się za jednym z pustych paneli kontrolnych pod ścianą. Na moment wychyliła głowę zza metalowej konstrukcji, tylko po to, by sekundę później uchylić się przed nadlatującym czerwonym promieniem.

To, co działo się na mostku, można było określić jako istny chaos. Odbite rykoszetem laserowe strzały, Rhotuka i pociski utworzone z mocy żywiołu Toa latały w jedną i w drugą stronę, odcięte kończyny robotów przecinały powietrze ponad głowami walczących, a ci członkowie załogi, którzy nie byli maszynami z jasno wpojonymi zasadami postępowania, biegali w tę i z powrotem, próbując znaleźć drogę ucieczki.

Nawet Merr gdzieś zniknął. Parszywy tchórz, pomyślał Kraavos. Zaraz potem jednak odrzucił od siebie te myśli, uświadamiając sobie, że sam także właśnie ucieka.

Nie obchodził go los załogi jego okrętu - w większości i tak stanowiły ją nic nieznaczące maszyny, których ubytek i tak za niedługo zostanie wypełniony kolejnymi robotami wypuszczonymi z fabryk na Artidax.

Nie, jedyne co go obchodziło, to los ściskanej w jego lewej dłoni tajemniczej mapy. I jego samego. Generał zeskoczył z podestu otaczającego stanowisko kapitana i ruszył w kierunku bocznego wyjścia, przeciskając się Reka obolala zlacze ramienia zajmujące swoje stanowiska jak gdyby nigdy nic drony. Gdy już zbliżał się ku metalowym drzwiom, na jego drodze stanął szaro-opancerzony Toa w Hau, ściskający lśniący miecz w ręce.

Kraavos warknął, poirytowany. Jego prawa dłoń przybrała kształt podłużnego ostrza, które przecięło ze świstem powietrze ułamek sekundy po tym, jak Vox zdołał odchylić się do tyłu. Toa Dźwięku natychmiast wyprostował się i naparł na generała, tnąc mieczem w poprzek. Kraavos zablokował ostrzem nadchodzące cięcie i sztych, który nastąpił zaraz po nim. Z chęcią przemieniłby też drugą dłoń w klingę, zapewne wtedy szłoby mu znacznie lepiej - ona jednak miała ważne zadanie, musiała chronić artefakt przed tymi przeklętymi Toa.

Choć nawet z tą lekką niedogodnością, generał miał znaczną przewagę nad Voxem. Jeszcze przed wstąpieniem w szeregi Armii Nowego Świata był czempionem areny na swej ojczystej wyspie. Byle Toa był niczym w porównaniu z tym, z czym mierzył się w tamtych czasach. Tak jak twoja przyjaciółka, Toa Błyskawic, którą zabiłem, by zdobyć ten artefakt? Oczy Voxa zwęziły się i zapłonęły ze złości.

Mężczyzna wydał z siebie gniewny okrzyk, rzucając się na Kraavosa. Jego ruchy stały się mniej przemyślane, a on sam mniej uważny. Kraavos tylko na to czekał.

Reka obolala zlacze ramienia, gdy podniosla sie przyczyne

Zakręcił mieczem w powietrzu i samemu przeszedł do ofensywy. Klingi obu walczących zderzyły się z donośnym metalicznym szczękiem kilka sekund potem, a Vox zaczął uginać się pod naporem oponenta.

Reka obolala zlacze ramienia, gdy podniosla sie przyczyne

Napiął wszystkie mięśnie, ściskając miecz oburącz i walcząc o zachowanie równowagi. Wyglądające zza srebrnej maski czerwone ślepia pożerały go wzrokiem, w miarę jak Kraavos napierał na niego coraz mocniej.

Jedyne, co Vox był w stanie zrobić, to wydać z siebie bolesne jęknięcie. Arctica odepchnęła od siebie przebitego Mroźnym Ostrzem drona i obróciła głowę w kierunku, z którego dobiegł ją głos przyjaciela.

Od razu dostrzegła Voxa, uginającego się pod naporem Kraavosa. Działała z Voxem od ponad czterech lat, niemal każdego dnia od czasu rozpoczęcia wojny. Dobrze wiedziała, co oznacza ten wyraz twarzy. Dobrze wiedziała, że Toa Dźwięku zbyt długo nie wytrzyma.

Rzuciła się w tamtym kierunku, lecz drogę zagrodziły jej dwaj mechaniczni żołnierze. Dziewczyna zaklęła pod nosem, parując nadchodzące ciosy i rzuciła do walczącego nieopodal Toa Ziemi: - Ragan! Mężczyzna spojrzał w jej stronę, w tym samym czasie trafiając swoim młotem w atakującego drona i jednocześnie uszkadzając jedną z konsolet. Toa Ziemi nie zamierzał się z nią kłócić. Wyjął zza pasa niewielki pilot i nadusił widniejący na nim przycisk. Sekundę później całym statkiem szarpnęło.

Reka obolala zlacze ramienia, gdy podniosla sie przyczyne

Wystrzelone przez wybuch płonące odłamki trafiły w pozostałe łodzie i urządzenia utrzymujące stały poziom wody w doku, powodując kolejne eksplozje. Całe pomieszczenie rozbłysło serią wybuchów, posyłających swe płomienie na wszystkie strony. Woda zaczęła wlewać się do wnętrza okrętu, powodując zwarcie kolejnych urządzeń, a te, podobnie jak wszystko wokół, również eksplodowały i zajęły się ogniem. Nieudolnie próbujące naprawić wyrządzone przez Toa szkody drony rzuciły się do ucieczki, lecz nawet one nie mogły uchronić się przed niszczycielską reakcją łańcuchową, która szybko przeniosła się na kolejne okrętowe machiny, momentalnie zajmując cały najniższy poziom statku i docierając aż do silników.

Wszyscy obecni na mostku zachwiali się, wliczając w to Voxa i Kraavosa, którzy po krótkiej i niezbyt udanej próbie zachowania równowagi runęli z łomotem na podłogę. Wypuszczona z dłoni generała kula potoczyła się parę bio po ziemi, zatrzymując się pod ścianą na drugim końcu pomieszczenia.

Toa Dźwięku i Kraavos natychmiast unieśli głowy i spojrzeli w jej kierunku, po czym wystrzelili ku niej niemal w tym samym momencie. Biegnąc, zarówno Vox jak i Kraavos próbowali spowolnić swojego rywala, łapiąc go, co poskutkowało kolejnym upadkiem, jakieś półtora bio przed dotarciem do sfery.

Mapa wzbiła się w górę, gdy uderzyli o ziemię, zatoczyła łuk w powietrzu i wylądowała prosto w dłoni Arctici, która wyskoczyła do przodu, by ją złapać. Gdy Toa Lodu przyjrzała się jej z bliska, kula wydała jej się dziwnie znajoma, jakby gdzieś ją już wcześniej widziała… Spojrzała w stronę walczących i ujrzała Kraavosa, podnoszącego się Reka obolala zlacze ramienia podłogi i sunącego ku niej z gniewnym ogniem płonącym w czerwonych oczach.

Toa Ziemi rozejrzał się nerwowo na boki.

Poszukiwania nadziei | Fanclub Bionicle Wiki | Fandom

Z każdą sekundą generał był coraz bliżej. Wreszcie kątem oka dostrzegł Rebisa, powalającego ostatniego drona, i odwrócił się ku niemu. Gdy sfera znalazła się w połowie drogi między Toa Ziemi a Ognia, dłoń Kraavosa wystrzeliła do przodu na czarnym wysięgniku, łapiąc mapę i przyciągając ją ku generałowi. W następnej chwili Arctica podniosła się z ziemi i w ostatnim momencie posłała lodowe odłamki prosto w sunącą ku Kraavosowi dłoń.

Wypuszczona ze szponiastych palców generała kula zatoczyła kolejny łuk w powietrzu i trafiła do dłoni Voxa. Nim Toa Dźwięku zdołał cokolwiek zrobić, Kraavos dopadł do niego, a jego szpony zacisnęły się na szyi wojownika w Hau. Generał uniósł mężczyznę ponad ziemię i uderzył nim o panoramiczne okno gdy podniosla sie przyczyne taką siłą, że szklana powierzchnia zaczęła powoli pękać.

Druga dłoń Kraavosa przeistoczyła się w błyszczące ostrze, wycelowane prosto w twarz Voxa. Usta generała wykrzywiły się w triumfalnym uśmiechu.

Toa Dźwięku w ostatniej sekundzie uchylił się przed klingą, używając całej swojej siły do wyrwania się z uścisku Kraavosa, a jego miecz trafił w pękniętą szybę, przebijając ją.

Generał poleciał do przodu, dając Voxowi możliwość kopnięcia go w brzuch, zrobienia przewrotu i rzucenia dowódcy dronów na uszkodzoną szklaną płaszczyznę. Uwolniona przez Toa fala dźwiękowa z siłą masywnego Kikanalo posłała odłamki szyby w ciemną noc, razem z Kraavosem. Przeszywając chłodne, nocne powietrze, targane przenikliwym wiatrem, generał obrócił się w locie ku mostkowi i wystrzelił w jego kierunku swoją dłoń, a ta zacisnęła się na krawędzi wieży, z której przed chwilą wypadł.

Rozluźnił wysuniętą dłoń i przyciągnął ją do siebie, po czym spojrzał w górę, w kierunku mostka. Przez chwilę rozważał powrót na górę i dalszą walkę, kiedy kolejna eksplozja szarpnęła statkiem. Nie było na to teraz czasu. Nie poświęcając zbyt wiele uwagi pięknemu widokowi widniejącego w oddali miasta Artas Nui, rozpraszającego nocny mrok czerwonymi smugami świateł, podpełzł do zewnętrznej śluzy znajdującej się najbliżej mostka i zszedł pod pokład.

Vox jeszcze przez parę minut spoglądał w dół, osunięty na ziemię przy krawędzi roztrzaskanego okna. Jego dłoń rozmasowywała obolałe gardło. Palce drugiej wciąż kurczowo ściskały mistyczną kulę. Dopiero po chwili Toa Dźwięku odetchnął głęboko i oparł się o metalowy filar.

Były w nim tego lata jak gdyby dwa prądy ścigające się wzajem. Im bardziej jeden z nich pomykał naprzód i zabiegał drogę, tym mocniej natężały się siły drugiego.

Przymknął oczy i odchylił głowę do tyłu, wypuszczając głośno powietrze i rozluźniając mięśnie. Pozostali Toa skończyli właśnie dobijać ostatnie drony. Arctica podeszła do Voxa i pomogła mu wstać, zawieszając jego ramię na szyi.

Spojrzał na towarzyszkę i uśmiechnął się. Nie w trakcie. Toa Ziemi z jakiegoś powodu odwrócił wzrok. Rebis podszedł na skraj okna i rozejrzał się. Mamy to, po co przyszliśmy, musimy się stąd wydostać. Ten statek za chwilę pójdzie na dno. Na te słowa, cały okręt zatrząsł się po raz kolejny, tym razem dużo silniej niż poprzednio i po chwili zaczął przechylać się do tyłu, w gdy podniosla sie przyczyne trzasków jego szkieletu.

Odłamki kontrolnych paneli i odcięte kończyny dronów przejechały ze zgrzytem po podłodze, ciągnięte grawitacją i zatrzymały się dopiero pod ścianą. Po kilku minutach okręt wreszcie przestał się przechylać, zamiast tego Toa poczuli, jak opada coraz niżej i niżej. Rebis jeszcze przez moment wpatrywał się w ciemną noc. Potem przeniósł wzrok na Dallę, spoglądającą na niego swoimi zlękniętymi oczami.

Toa mieli rację. Musieli się stąd wydostać. Skinął głową i odsunął się od okna. Po chwili grupa zmierzyła w stronę wyjścia. Jeszcze nim opuścili mostek, Arctica odwróciła się i posłała dziesiątki lodowych odłamków w ostałe konsolety, niwecząc szanse kogokolwiek z załogi, kto miałby zamiar tu wrócić, na wytropienie ich z tego miejsca. Kapitan spotkał go na krótko po tym, jak generał zszedł pod pokład statku.

Dowódca dronów mógłby przysiąc, że ten drań kierował się w stronę łodzi ratunkowych, ale zmienił zdanie gdy zobaczył Kraavosa, by nie wyjść na kompletnego tchórza.

Choć w oczach generała i tak był nim już od dawna. Kraavos tylko burknął coś niezrozumiałego pod nosem. Oczywiście, że jest, ty wielkoszczęki kretynie.

W końcu sam do tego dopuściłeś. Wreszcie znaleźli się w pomieszczeniu z prywatną łodzią podwodną dowódcy.